Menu główne
Menu
Menu

Matka Laura Meozzi

 

 

 

Urodzona: Florencja, 5 stycznia 1873 r.

Pierwsza profesja: Nizza Monferrato, 17 kwietnia 1898 r.

Profesja wieczysta: Bordighera, 5 września 1906 r.

Zmarła: Pogrzebień, 30 sierpnia 1951 r.

Dane biograficzne i wspomnienia z życia matki Laury Meozzi zostały zebrane i wydane w  książce „Poemat dobroci”. Nie będziemy, więc powtarzać tego, co zostało już napisane. Przytoczymy natomiast fragmenty wspomnień pierwszej następczyni matki Laury, siostry Matyldy Sikorskiej, która została przez nią przyjęta do Zgromadzenia w 1923 roku, a w 1949 przyjęła z jej rąk ciężar odpowiedzialności za całokształt dzieła Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce. Oto jej słowa:

 

 

Główną założycielką naszej inspektorii w Polsce i główną Jej przełożoną jest Niepokalana Wspomożycielka, a narzędziem w Jej ręku była Jej córka, wierna aż do ostatniej chwili życia, matka Laura Meozzi, która razem z Maryją Niepokalaną współpracowała w zbawczym dziele. Pracowała gorliwie, z  żywą wiarą, ofiarną miłością, głęboką pokorą i bezgraniczną ufnością w pomoc Bożą i  Niepokalanej Wspomożycielki. W mojej wdzięcznej pamięci po niezapomnianej, ukochanej Matce, pozostały niektóre budujące przykłady, które czuję się zobowiązana przytoczyć, pragnąc, aby zostały one przekazane następnemu pokoleniu (…)

[ 1923 r. w Różanymstoku] zostałam przeznaczona na asystentkę biednych sierot. Wiele dzieci było bardzo przeziębionych. Niektóre miały główki pokryte strupami, inne miały odmrożone nóżki lub rączki. Matka Laura robiła tym dzieciom opatrunki, czyniąc to w wielkim skupieniu, z  prawdziwie macierzyńską czułością i delikatnością. Często odwiedzała dzieci i dbała o ich czystość. Wymagała od asystentek utrzymywania pomieszczeń i  dzieci w jak największej czystości i  porządku. Często chodziła do kuchni, by zobaczyć, jak przygotowuje się posiłki, a czasem nawet sama gotowała. Dzieci wtedy cieszyły się, bo obiad był bardzo dobry, tylko asystentki były nieraz w kłopocie, gdy zabrakło. (…) Dbała też bardzo o estetyczny ubiór dzieci. (…) Nie szczędziła też wszelkich wysiłków, aby dać dobre, religijne, kulturalne i  patriotyczne wychowanie. W tym celu za przykładem św. Jana Bosko i św. Marii Mazzarello wpajała im nabożeństwo do Jezusa Eucharystycznego, Maryi Wspomożycielki i Anioła Stróża. Przede wszystkim pragnęła, by dziatwa jak najwcześniej mogła przyjąć do swego serca Pana Jezusa, uważając to za najważniejszy i najskuteczniejszy środek, by dusze dziecięce prowadzić do prawdziwego szczęścia i radości – do Boga. (…)

 

Matka Laura była dobrą organizatorką. Zajęć dla sióstr nie improwizowała. Rozkład dnia i  zajęcia każdej były dobrze przemyślane i przemodlone przed tabernakulum, u stóp Pana Jezusa i  Wspomożycielki. Dzięki temu w domu panował pokój, jedność serc i miłość siostrzana, wyrażająca się w spontanicznej pomocy wzajemnej. Z każdą trudnością szło się bez wahania i lęku do matki przełożonej, wiedząc, że jej matczyne serce jest zawsze dla każdej otwarte. U Niej znalazło się zawsze zrozumienie, pociechę i rozwiązanie napotkanych trudności. Co więcej, można było być pewną, że to co się mówi, nie wyjdzie nigdy poza pokój Matki. Jeśli to były uchybienia, nie trzeba było myśleć, jak powiedzieć, ale szło się od razu i po prostu, wiedząc, że będzie się zrozumianą i pouczoną, że wszystko zostanie przebaczone bez wielu słów i nie będzie więcej wspominane. Odchodziło się od Niej uradowaną, ze spokojnym sumieniem, z dobrą wolą i  nowym zapałem do praktykowania cnoty. (…) Matka Laura wymagała bardzo prawdomówności i posłuszeństwa. Zwracała uwagę na dobre wychowanie u wszystkich, tak u dzieci, jak i u wychowawczyń – asystentek… była bardzo współczująca, umiała dostrzec czyjeś cierpienie i starała się temu zaradzić. … Dawała wskazówki jasne, pełne ducha naszego św. Założyciela…

Gdzie tylko mogła, Matka osobiście wglądała w sprawy, zwiedzała miejsca, w których przebywała młodzież i jeśli zauważyła jakieś braki, zaraz je uzupełniała.(…) Sama również spieszyła z  pomocą potrzebującym… Chociaż nie mówiła dobrze po polsku, jej głęboka duchowość i serdeczna gościnność ujmowały każdego, kto się z nią zetknął. (…) Często można było widzieć matkę Laurę modlącą się przed tabernakulum i ocierającą łzy. Były to drogocenne perły na założenie fundamentów pod dzieło Boże i Wspomożycielki na ziemi polskiej, tylko co odrodzonej z długotrwałej niewoli. Z błogosławieństwem Bożym i pod opieką Maryi Wspomożycielki otwierała placówki jedną po drugiej, które pomyślnie się rozwijały mimo braku rąk do pracy i skrajnego ubóstwa. Matka Laura ufała bardzo Opatrzności Bożej i stale się do niej modliła oraz polecała to także innym. We wszystkim umiała dostrzegać Boga i powierzała Mu swój los z  ufnością dziecka. Trudności materialne nie gasiły dobrotliwego uśmiechu na jej twarzy. Matka Laura swoją duchowością stwarzała atmosferę rodzinną, pełną zaufania i wzajemnej życzliwości. Swoim stałym zjednoczeniem z Bogiem, przykładem swego życia, pogodą ducha i  zrównoważeniem budowała Królestwo Boże w sercach swych podwładnych. Pogoda ducha i pokój, jaki wlewała w  dusze, były oznakami jej prawdziwej miłości. (…) gdy jedna drugiej sprawiła przykrość, to kazała zaraz przeprosić. Tego aktu sprawiedliwości i pokory wymagała od dzieci i od sióstr. Jeśli któraś z  sióstr postąpiła wobec jakiejś dziewczynki nietaktownie, musiała to w  grzeczny sposób naprawić i  to bezzwłocznie. (…)

Wiemy, że Matka dobrowolnie pozostała z  siostrami w Polsce, mimo że mogła wyjechać do swej ojczyzny. Wojna przerwała bowiem brutalnie całą działalność Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce, tak pięknie się rozwijającą. Siostry rozproszone pracowały, gdzie która mogła, tak jak Opatrzność pokierowała. Matka z grupą sióstr i  kilkuset dziećmi była w Laurowie. W czasie wojny zakład został przejęty przez Rosjan i  Litwinów. Tymczasem ile modliła się ona sama i ile ofiar zanosiła codziennie do stóp Boskiego Majestatu, aby uprosić potrzebne łaski dla swych rozproszonych córek, o tym dowiemy się dopiero w niebie…. ile mamy do zawdzięczenia jej modlitwom i ofiarom, składanym Bogu z prośbą, aby jej córkom nie stało się nic złego. W trudnych czasach powojennych, jej modlitwa i ofiara podtrzymywała nasze tak bardzo zagrożone placówki… Gdy wyczerpana cierpieniem i pracą nad duszami, które prowadziła do Boga, opadła z  sił, przełożone pomyślały o tym, aby zdjąć z jej ramion ciężar przełożeństwa i wówczas z  woli Bożej zostałam wyznaczona na jej następczynię. Powiedziałam wtedy: “Matka Laura będzie zawsze dla mnie i  dla innych sióstr Matką, do której będziemy się zwracać jako jej córki po radę i  pomoc modlitewną”. A  Ona na to: “Tak, tak bądź spokojna, ja ci pomogę”(…) Zmarła w nocy 30 sierpnia 1951 r. godz. 0. 45 a jej piękna dusza ubogacona łaską Bożą poszła do Pana po nagrodę za życie oddane wspaniałomyślnie dla Chrystusa i Jego zbawczej misji. Kochała bardzo Polskę, dla której poświęciła całe swe życie i pozostała na zawsze w Polsce wśród swych duchowych córek, złożona na cmentarzu przykościelnym w Pogrzebieniu.(…)