Menu główne
Menu
Menu

Pogrzebień

Pogrzebień

Wspólnota pod wezwaniem św. Jana Bosko oficjalnie erygowana 28 listopada 1946 r., ze zgodą na otwarcie domu i nowicjatu z 16 marca 1946 r.

Prowadzone dzieła:

nowicjat, kurs kroju i szycie, katecheza w szkołach i parafii, oratorium z sodalicją mariańską, zakrystia parafialna, opieka nad szatnią i pralnią salezjanów.

Z powodu powojennego przesunięcia granic i repatriacji sióstr z terenów północno-wschodnich dom nowicjatu w Różanymstoku, ze względu na swe położenie nie był już miejscem dogodnym do reaktywowania w nim domu formacyjnego. Szukano, więc bardziej odpowiedniej lokalizacji.
Z pomocą Córkom Maryi Wspomożycielki wyszli salezjanie, którzy zaproponowali wydzierżawienie domu w Pogrzebieniu, gdzie przed wojną prowadzili niższe seminarium duchowne. Siostry przyjęły tę propozycje, mimo że budynek był bardzo zniszczony. W czasie wojny mieścił się w nim oddział hitlerowskiego obozu zagłady, przeznaczony dla kobiet i dzieci. Dzieła zniszczenia i ograbienia pomieszczeń dokończyły wojska radzieckie. Budynek stał otworem zniszczony, opustoszały, bez szyb i wyposażenia.

Po załatwieniu formalności i otrzymaniu zgody od Prymasa ks. Augusta Hlonda 16 marca 1946 r. i Kurii Biskupiej w Katowicach 25 marca 1946 r. siostry oficjalnie przejęły budynek, który w chwili objęcia nie nadawał się do zamieszkania. 28 marca 1946 r. do Pogrzebienia przyjechały s. Matylda Sikorska, s. Julia Janus, s. Bronisława Rudzka i s. Teresa Wójcik. W tych bardzo skromnych warunkach bardzo szybko został jednak otwarty nowicjat. Była to potrzeba chwili. Powstawały nowe placówki, w których brakowało personelu. Już w czerwcu 1946 r. zamieszkała w nim Matka Laura Meozzi, która stała się pierwszą Przełożoną Inspektorialną nowo erygowanej 16 maja 1946 r. Prowincji Polskiej.

W ten sposób dom formacyjny stał się też główną siedzibą Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce na wiele lat. To tu siostry gromadziły się na rekolekcje, spotkania i obrady.

Tymczasem 5 sierpnia 1946 r. odbyły się pierwsze powojenne obłóczyny. Dokonano tego za wyjątkowym pozwoleniem, ponieważ niektóre postulantki pracowały w Zgromadzeniu przez całą wojnę i czekały na oficjalne przyjęcie kilka lat. Habit zakonny przywdziało 26 nowicjuszek. Część z nich powróciło z rodzinnych domów, w których przetrwały wojnę. Dołączyły do nich także nowe zgłaszające się kandydatki. Do czasu powrotu z Włoch Mistrzyni nowicjatu s. Cleoffe Boggini, co nastąpiło we wrześniu 1946 r., obowiązek ten tymczasowo pełniła s. Zenobia Ogórek.

W roku szkolnym 1946/47 przy nowicjacie powstały ponadto następujące dzieła: kurs krawiecko-bieliźniarski, kurs gotowania, przedszkole, oratorium świąteczne i świetlica z różnymi zajęciami, a nawet warsztatami, punkt doraźnej pomocy medycznej. Z czasem siostry objęły też katechezę w szkołach i parafii. Znajdujące się przy domu duży ogród warzywno-owocowy i gospodarstwo rolne, stały się wielką pomocą w utrzymaniu i rozwoju placówki.

Po wielu latach wychowanki sióstr i mieszkańcy Pogrzebienia wspominali:

„W tamtych czasach dom sióstr był jakby naszym drugim domem. Wszyscy, starsi i dzieci, biegli chętnie do sióstr: starsi po dobrą radę i pomoc, dzieci po uśmiech, radość, zabawę i… dobry podwieczorek. Matka Laura była duszą całego domu i wszystkich jego dzieł. To ona troszczyła się o przedszkole i oratorium dzieci. Okazywała im zawsze dużo miłości, a nawet gdy była bardzo chora, zapraszała do swego pokoju i pozwalała się bawić obok na korytarzu, chociaż na pewno jej to przeszkadzało […] Dla dziewcząt zorganizowała kurs kroju i szycia, na który uczęszczała także moja córka. Nauczyła się tam nie tylko zawodu, ale wiele dobrych i pożytecznych zasad, które wiele razy pomogły jej w życiu.” (Wspomnienie Agnieszki Cuber, Pogrzebień, 28 czerwca 1979 r.).

Siostry troszcząc się o miejscową ludność, nie zapominały także w swoich wychowankach z Laurowa. Czesław Nowak po wielu latach opowiadał:

„Po wojnie Matka Laura postarała się dla mnie o miejsce w gimnazjum księży salezjanów w Sokołowie Podlaskim. Ale gdy po kilku miesiącach przyjechałem do Pogrzebienia i prosiłem, aby pozwoliła mi pozostać i uczęszczać do gimnazjum w Raciborzu, Matula przyjęła mnie z ogromną radością, serdecznie, postarała się dla mnie o mieszkanie i o rower, na którym wraz z kolegami dojeżdżałem do Raciborza. Zachęcała mnie zawsze do nauki i tylko dzięki jej pomocy ukończyłem gimnazjum. Pragnęła, abym uczył się dalej. Dzięki jej staraniom rozpocząłem studia agronomiczne we Wrocławiu i znalazłem zastępczą rodzinę, u której zamieszkałem.”

Siostry troszczyły się nie tylko o dzieci, ale przez nie o całe rodziny. Jedna z mieszkanek Pogrzebienia wspominała:

„To, że przeżyłam razem z dziećmi ten trudny okres powojenny, zawdzięczam tylko matce Laurze, która nie rozróżniała, czy kto Niemiec czy Polak, lecz widziała potrzeby każdego człowieka i wychodziła naprzeciw z hojną pomocą. Nie potrafię opisać jej nadzwyczajnej dobroci, ale było to dobroć naprawdę nadzwyczajna, nigdzie indziej nie spotykana […]Dwie młodsze córeczki matka Laura wzięła na całkowite utrzymanie sióstr. Do domu przychodziły tylko na noc, a cały dzień spędzały w przedszkolu sióstr i tam dostawały wszystko. Dwóch starszych chłopców posłała do Nowej Rudy, gdzie również mieli całkowite utrzymanie i chodzili do szkoły. Te dwie małe dziewczynki po ukończeniu przedszkola nadal były pod opieką sióstr w świetlicy, a potem na kursie krawieckim […] opiekowała i pomagała nam aż do końca. ” (Wspomnienie Emilii Nowak, Pogrzebień, 8 grudnia 1979 r.)

Czesław Nowak, Laurów 1933 r.